czyli powrót mola książkowego.
Był taki czas w moim życiu pozablogowialnym, kiedy czytałam bardzo mało.
Ja ! Pochłaniacz książek, niezmiennie spragniony lektury, na permanentnym książkowym głodzie.
Nie miałam na to siły. Dziesięć godzin dziennie ślęczenia przy komputerze robiło swoje i oczy odmawiały współpracy. Ale mózg też. Nie mogłam się skupić na tym co czytałam. Natłok myśli i problemów zapełniał mi mózgownicę po brzegi, a jednocześnie doprowadzał do tego, że czułam się przy tym przepełnieniu pusta emocjonalnie, wyjałowiona, wyprana z emocji. Zamknięta na pozytywne bodźce. Taka niemoc czytelnicza trwała czas jakiś i mocno mi doskwierała.
Na szczęście mi przeszło.:) Nareszcie:)Wróciłam do tego co kocham robić najbardziej.... znowu czytam. Jak oszalała. Chociaż prawie wszystkie moje książki zalegają teraz w pudłach, zachowałam kilka tomów, które chciałam mieć blisko przy sobie.
Ostatnio zaczytałam się na nowo w Carlosie Ruiz Zafonie. Uwielbiam jego serię o Cmentarzu Zapomnianych Książek. Zaczarowała mnie. Podobnie jak pisanie Isabel Allende. Przez ich opowieści zarywam noce i za dnia chodzę z głową w chmurach.
Ciekawe, bo znam wielu czytelników i czytelniczek, których ich proza nudzi straszliwie. A we mnie powieści Allende i Zafona poruszają to Coś co tkwi głęboko we mnie.
"Książki są lustrem: widzisz w nich tylko to co, już masz w sobie."
Carlos Ruiz Zafon "Cień wiatru"
Carlos Ruiz Zafon " Labirynt Duchów"
Zdaję sobie sprawę, że książki to moja kolejna ucieczka przed wciąż niewesołą rzeczywistością. Przed dołami emocjonalnymi, w które popadam. Przed odczuwanymi coraz częściej niezrozumieniem i emocjonalną samotnością. Tą najgorszą ze wszystkich, samotnością we dwoje, samotnością pośród ludzi.
Ja to wszystko wiem.:) Ale dzięki Ci Boże, dzięki Opatrzności, że znowu mogę w książkach szukać azylu:)
