czyli ciąg dalszy historii o spadającym konarze
Dziś zamierzam podejść do sprawy humorystycznie. Co niektórych na pewno zdziwi. Bowiem w zaistniałych okolicznościach tylko człek o spaczonym poczuciu humoru robi sobie podśmiechujki. No to sobie robię. A co? Mam płakać, że mi chłopa omal nie zabiło ? Jak tu cieszyć się trzeba, że żyje ?
Są i inne powody ku temu by do sprawy podejść ze sporą dozą humoru.Choćby takie, że sprawa robi się poważna ze względów choćby prawno-finansowych.Mareczek był wczoraj w firmie organizującej ścinkę drzew na feralnej ulicy. Po numer polisy ubezpieczeniowej.Wszak straciliśmy kupę forsy z powodu zniszczenia pojazdu dwukołowego. A tu siurpryza.Nie chcą wydać.Widocznie numer polisy ubezpieczeniowej to jest wielka tajemnica.Kazali Mareczkowi pisać podanie o wydanie.Ta nasza biurokracja mnie na łopatki rozkłada.Poradziłam Memu by poprosił zakład o to by napisali do niego podanie o podanie o wydanie.Wtedy oni na bank poproszą Mego o podanie o podanie o padanie na wydanie.I tak dalej w ten deseń.
Marek podejrzewał, że będzie kłopot zaraz po wypadku, kiedy zadzwonił po policję, a panowie próbowali się wymigać od odpowiedzialności.Z tego co wiem policjant spisujący protokół z miejsca zdarzenia po wysłuchaniu obu stron poinformował panów od ścinki o odpowiedzialności karnej za składanie fałszywych zeznań, a potem wysłuchał panów raz jeszcze.Wina była ewidentnie po stronie PGE.Zarzuty w rodzaju tych, że Marek jechał i nie patrzył w górę oraz nie rozglądał się w trakcie jazdy są co najmniej niedorzeczne.Ważne jest to, że bariery odgradzające drogę nie były rozstawione na ulicy i nikt nie zatrzymał skutera.To pracownicy PGE mieli obowiązek zapewnić bezpieczeństwo przejazdu.
No kurza twarz. Parafrazując i cytując znanych i lubianych :" nie odwracajmy kota do góry ogonem":)
Pomijając to, że życie ludzkie jest wartością bezcenną i każdy kto je naraża powinien beknąć i odpowiedzieć za swoją bezmyślność to przecież ponieśliśmy straty także materialne.Przeliczalne.A Ci co wyrządzili szkodę się migają.Więc trzeba będzie chcąc nie chcąc wytoczyć ciężką artylerię.Dziś albo jutro Marek idzie do prawników specjalizujących się w odszkodowaniach. Niech oni się użerają z PGE.Się okaże co będzie.Jedno jest pewne.Olewcza polityka zakładu energetycznego porządnie wpieniła Mareczka. Nawet mnie wnerwiła niebotycznie choć niespotykanie spokojny ze mnie człek. Do czasu jak mi ktoś na odcisk nadepnie. Nie cierpię ludzi, którzy nie potrafią przyznać się do winy i wziąć odpowiedzialność za swoje czyny i swoją głupotę.Trzeba nauczyć panów luzaków pokory i poszanowania ludzkiego życia.
No dobra ale koniec już z arcypoważnym aspektem sprawy.
Czas na rozładowanie przykrych emocji.
Pora zacząć stypę.
Mój Pepe nigdy już nie będzie taki sam. Nawet jak da się go jakoś załatać, bo przecież doszczętnie rozbity nie jest.Ja się na mechanice nie znam, ale gołym okiem laika widać, że długo jeszcze nigdzie nie pojedzie, jeśli w ogóle, uwożąc nas w dal siną.
No kurza twarz, uwielbiałam to moje maleństwo.:( Był taki słodki.Od razu się w Nim zakochałam.To była miłośc od pierwszego wejrzenia. Jak we filmie.Powiedziałam Mareczkowi ten albo żaden:)Chociaż doradzał inne skuterki to zadecydowałam w mig, że kupuję tylko TEN.
To co? Nie mogę sobie po nim żałoby zrobić?
No to sobie robię niniejszym.
Taki był, maleństwo moje.
A oto pieśń żałobna w sam raz na stypę po Pepusiu. Nic innego mi tak idealnie nie pasowało,
tylko to
Bardzo przepraszam, ale muszę Was opuścić. Idę po chusteczki:( Się wzruszyłam.
konikiNiki
wtorek, 29 maja 2012
poniedziałek, 28 maja 2012
mało brakowało
Piątek zapowiadał się wspaniale.Obiecywał pogodny i spokojny weekend.
Przed południem przyjechał do nas rowerem przyjaciel Marka.Wypróbowywał nowy nabytek na dłuższej trasie i za cel wycieczki, a raczej miejsce odpoczynku wybrał sobie nasz domek na wzgórzu. Kiedy tylko wyjechał wypoczęty i napojony kawą przyjechał gość kolejny:)Tym razem kolega Marka. Który też miał po drodze.Zasiadł przy ogrodowym stole na jeszcze ciepłym miejscu poprzedniego gościa i wypiliśmy razem kolejną kawę gawędząc przy tym nie pamiętam o czym.
Kiedy i ten kolega odjechał w dal siną, a w pobliżu nie pojawił się nikt z wizytą czym prędzej skorzystałam z okazji.
Opasałam się fartuszkiem i przystąpiłam do pieczenia marmurka. Chcąc tym sposobem odświeżyć sobie przepis w głowie i wyprodukować ciasto pokazowe do blogowych fotek.Wszak obiecałam Ewie.
Tymczasem Mareczek mój do sklepu pojechał. Po papierosy.Najbliższy sklep jest niedaleko, niecały kilometr od domu, więc zamiast samochodem udał się tam moim skuterkiem.Często tak robił, więc nie dziwi nic.
W czasie gdy ciasto "dochodziło" w piekarniku boską woń roznosząc po domu, ja nakrywałam do stołu. Na tarasie, z racji sprzyjającej pogody.Miałam plan, że jak się marmurek upiecze to sobie zjemy po kawalątku do herbatki popołudniowej.To miał być taki nasz tea time :)
I okazja do pstryknięcia zdjęć do bloga, w sam raz na post przepisowy.
Ciasto wyszło takie jak lubię.Zaparzona Earl Grey pachniała cudnie bergamotką tak jak lubię. Słońce grzało jak lubię i wietrzyk rozgrzane ciało chłodził tak jak lubię.Idealnie.
Jak z fotki poniżej zrobionej specjalnie na bloga.
W rozanieleniu i ogólnym błogostanie w jaki popadłam uwadze mej niemal uszło, że wrócił Marek. Do przytomności mnie przywrócił pytaniem rzuconym z głębi domostwa, o to gdzie jest ubezpieczenie skutera. Jednak na krótko mnie tym otrzeźwił.Zajęta ustawianiem naczyń na stole spytałam odruchowo, odpowiedzi wcale nieciekawa, dlaczego pyta.Odrzekł, że niedługo się polisa kończy.Fakt, dostałam nawet pismo od ubezpieczyciela, prawdopodobnie więc lada dzień trzeba będzie się do nich pofatygować.Moje chłopisko na to, że właśnie dlatego jej potrzebuje.No dobrze.Karteluszek znalazłam. Marek przemknął przez dom jak błyskawica, wyrwał mi dokument z rąk i tyle go widziałam.To mi znowu na chwilę dało do myślenia.Przez myśl mi przemknęło, że ściemnia z tym ubezpieczeniem i pewnie w drodze do albo ze sklepu policja go zatrzymała i okazało się, że nie ma przy sobie polisy. Nie przeczuwałam niczego złego, co najwyżej mandat za "niemanie" ubezpieczenia przy sobie.
A co się okazało?
Podczas gdy ja przebywałam w stanie bliskim nirwanie, mój Mareczek przeżywał traumę.
Jechał do sklepu najkrótszą drogą, uliczką co prowadzi wąwozem lessowym gęsto obsadzonym drzewami.Krętą drogą utwardzoną podziurawionym jak rzeszoto asfaltem. W tamten piątek na tej drodze ścinano nadmiernie rozrośnięte konary drzew, które mogłyby uszkodzić przewody i kable elektryczne.Na poboczu stał wóz specjalistyczny PGE, z wysięgnikiem. Pan na szczycie tego pojazdu ścinał gałęzie, drugi siedział za sterami wehikułu. Kolejnych dwóch kierowało ruchem i zatrzymywało przechodzących pieszych i przejeżdżające rowery i auta w bezpiecznej odległości od miejsca ścinki.Wszystko wyglądało na pierwszy rzut oka profesjonalnie. Panowie byli ubrani w hełmy i odblaskowe kamizelki. Na poboczu stały bariery oddzielające, którymi mieli blokować w razie potrzeby drogę. Zdawałoby się, że wszystko jest zorganizowane tak jak być powinno.
Że było zgoła inaczej przekonał się mój Marek. Kiedy ścinany konar spadł mu na głowę.
Do tej pory nie mogę zdawać z tego relacji na spokojnie.A świadkiem zdarzenia przecież nie byłam i tylko z opowiadań Marka wiem jak to się odbyło. Obejrzałam też skuter po wypadku i słabo mi na samo wspomnienie tego widoku.
Konar drzewa spadł na skuter gdy przejeżdżał drogą. Ulica była niezamknięta.Bariery nie ustawione.Wolny przejazd.Kto mógłby przypuszczać, że może być niebezpiecznie skoro nikt nie broni przejazdu ?
Kiedy odcięty konar spadł na motorower siła uderzenia roztrzaskała kufer.Część ściętego drzewa uderzyła Marka w głowę i powaliła go na ziemię.
Na szczęście był w kasku. Na szczęście miał na sobie długie dżinsy i ocieplana bluzę.Konar drzewa spadł na skuter gdy przejeżdżał drogą. Ulica była niezamknięta.Bariery nie ustawione.Wolny przejazd.Kto mógłby przypuszczać, że może być niebezpiecznie skoro nikt nie broni przejazdu ?
Kiedy odcięty konar spadł na motorower siła uderzenia roztrzaskała kufer.Część ściętego drzewa uderzyła Marka w głowę i powaliła go na ziemię.
Na szczęście to wszystko razem i z osobna zamortyzowało upadek i osłabiło siłę uderzenia.
Co by się stało gdyby Marek nie założył kasku? Nie chcę nawet o tym myśleć.
Mały cud, że wyszedł z tego prawie bez szwanku.Jest posiniaczony i poobijany, ma skórę zdartą w kilku miejscach aż do kości. Kuśtyka ale jest w jednym kawałku.
Pal licho zniszczony skuter.
Pal licho, że pozostała część dnia minęła na szpitalnej izbie przyjęć w oczekiwaniu na badania, prześwietlenia i tomografię.
Pieprzyć to.
Ważne, że ta historia skończyła się HAPPY ENDem.
Jednak mamy szczęście.
Na koniec piosenka ostatnio maniacko przeze mnie słuchana. Dla ukojenia posłucham kołysanki
niedziela, 27 maja 2012
Marmurek
Proszę mnie nie pytać "po czemu" to ciasto marmurkiem się zwie. Pojęcia nie mam bladego.
Przepis zamieszczam na specjalne życzenie Ewy:)
Składniki :
- 20 dag masła lub margaryny,
- szklanka cukru,
- 1 1/2 (półtorej) szklanki mąki pszennej,
- 3 jaja,
- pół łyżeczki proszku do pieczenia,
- 2 łyżki kakao.
W wysokiej misce zmiksować masło( lub margarynę) z cukrem na gładką masę.
W trakcie ubijania dodawać jedno po drugim jajka.
Mąkę z proszkiem do pieczenia przesiać przez sitko wprost do miski z masą.
Masę ponownie miksować na gładko.
Ciasto podzielić na 3 części.
Do jednej dodać 2 łyżki kakao i dobrze wymieszać.
Do wysmarowanej tłuszczem i oprószonej bułką tartą foremki keksowej włożyć najpierw ciasto białe, potem kakaowe.Na wierzch ciasto białe.
Wstawić do rozgrzanego do około 170 stopni C piekarnika,
Piec około 50 minut, aż się zrumieni.Po upływie tego czasu sprawdzić nakłuwając patyczkiem czy ciasto jest upieczone.Marmurek jest gotowy gdy patyczek jest suchy. Jeśli mokry należy piec kolejne pięć minut, aż do suchego patyczka.
Peesam.
Przepis zamieszczam dopiero dzisiaj chociaż obiecałam, że wkleję go w piątek. Przepraszam Ewuś. Nie mam zwyczaju z gęby dupę robić, że tak polecę Wersalem i obiecuję wtedy kiedy pewna jestem, że dotrzymam.Niestety, nie ma niczego pewnego na tym świecie.O tym co mi stanęło na przeszkodzie napiszę jutro.Muszę się Wam wygadać bowiem ciągle lekkie rozedrganie czuję. Lecz nie dzisiaj.
Dziś będę kolejny dzień odreagowywać.
Serdeczności na niedzielę:)
sobota, 26 maja 2012
Mama Mamusia Mamcik
"Twoje ręce – mamusiu
Dobre jak szafirek po deszczu
Jak czajki towarzyskie
Przyniosły mnie na świat
Kołysały
Ustawiały na podłodze
Sadzały na stołku
Mówiły że motyl dzwoni
Że młodych grzybów nie sposób rozeznać
Uczyły trzymać łyżkę, by nie trafiała do ucha
Rozróżniać klon od jaworu
Prowadziły przy oknie po ciemku
Po ziemi co czernieje jak szpak
Suche i ciepłe
Za słabe
Żeby wyprowadzić mnie z tego świata."
Tak pisał przepięknie ks. Jan Twardowski.
Na okoliczność Maminego Święta podarowałam mojej Mamci zamiast żywych kwiatków róże papierowe na lusterku i kuferku specjalnie na Jej kolekcję korali.
Jak się okazało nie trafiłam z rozmiarem skrzynki.:) Te tutaj na zdjęciu pokazowym to egzemplarze z moich zbiorów. Źle oceniłam zasoby Mamci:)Na jej zbiór potrzebna jest skrzynia, najlepiej taka na pościel:)To mi wygląda na kolekcjonerską manię.
Na koniec piosenka dla Mamci .Bardzo ją lubi:)Nie dziwię się, jest taka wzruszająco mamusiowa:)
A wszystkim Mamom życzę przede wszystkim szczęśliwych dzieci.Bo tego Matki pragną najgoręcej:)
środa, 23 maja 2012
zapraszam do deco_rowania
Obiecałam, więc zamieszczam skrócony kurs podstaw "dekupażu" metodą PIĘCIU kroków.
Krok 1
Przygotowanie stanowiska pracy.
Przed rozpoczęciem ozdabiania zabezpieczam przed zabrudzeniem miejsce pracy, a taśmą malarską te części przedmiotu ozdabianego, które mają pozostać niepomalowane i niepolakierowane.
W tym przypadku ofoliowałam biurko i zakleiłam lusterko.:)
Krok 2
Malowanie powierzchni dekorowanej.
Całą powierzchnię ramki maluję farbą akrylową. Naniesiony kolor będzie podkładem pod motyw i jego tło.
Ponieważ lusterko jest drewniane zależało mi by nie ukryć pod farbą rysunku drewna.Dlatego ramkę maluję zaledwie trzy razy delikatnymi pociągnięciami pędzla zgodnie z kierunkiem słojów.
Jeśli malujecie przedmiot, który chcecie pokryć dokładnie kolorem trzeba uważać jedynie na to by farbę rozprowadzać równomiernie.
Kolejne warstwy farby nanoście po całkowitym wyschnięciu warstwy poprzedniej, przestrzegając czasu schnięcia podanego na puszce z farbą.
Krok 1
Przygotowanie stanowiska pracy.
Przed rozpoczęciem ozdabiania zabezpieczam przed zabrudzeniem miejsce pracy, a taśmą malarską te części przedmiotu ozdabianego, które mają pozostać niepomalowane i niepolakierowane.
W tym przypadku ofoliowałam biurko i zakleiłam lusterko.:)
Krok 2
Malowanie powierzchni dekorowanej.
Całą powierzchnię ramki maluję farbą akrylową. Naniesiony kolor będzie podkładem pod motyw i jego tło.
Ponieważ lusterko jest drewniane zależało mi by nie ukryć pod farbą rysunku drewna.Dlatego ramkę maluję zaledwie trzy razy delikatnymi pociągnięciami pędzla zgodnie z kierunkiem słojów.
Jeśli malujecie przedmiot, który chcecie pokryć dokładnie kolorem trzeba uważać jedynie na to by farbę rozprowadzać równomiernie.
Kolejne warstwy farby nanoście po całkowitym wyschnięciu warstwy poprzedniej, przestrzegając czasu schnięcia podanego na puszce z farbą.
Gdyby po wyschnięciu farby okazało się, że została rozprowadzona nierówno, na przedmiocie są mazaje, grudy,widać na nim ślady pędzla lub z innych względów powierzchnia pomalowana nie wygląda dobrze można ją wypolerować delikatnie drobniutkim papierem ściernym aż do gładkości.
Krok 3
Wycinanie motywu.
Serwetki papierowe są zazwyczaj trzywarstwowe. Do wyklejania potrzebna jest tylko jedna warstwa, ta ze wzorem.
Ja przez wycinaniem wzoru z serwetki rozwarstwiam ją delikatnie i wycinam obrazek już z części właściwej.
Niektórzy wycinają wzór z serwetki jeszcze nie oddzielonej.
Ja wolę jak serwetka jest już cieniutka. Wtedy wzór wycina się z łatwością i samo wycinanie przypomina trochę delikatne wyrywanie.Tak "wyrwany" wzór ładniej i szybciej wtapia się w tło.
Krok 4
Naklejanie motywu.
UWAGA!
Jeśli będziecie naklejać przy pomocy wikolu, a nie specjalistycznego kleju do serwetek musicie ROZCIEŃCZYĆ klej. Do małego słoiczka nalać wikol i wodę w proporcji 2:1. Na dwie części kleju, jedna część wody.Klej nierozcieńczony jest za gęsty i może rozprowadzać się zbyt ciężko niszcząc delikatną powierzchnię serwetki.
Klej rozprowadzam pędzelkiem w miejscu gdzie ma się znajdować motyw.Warstwa kleju powinna być cienka i równo rozprowadzona.Za dużo kleju rozmiękczy serwetkę i wzór może się porwać.
Po rozprowadzeniu kleju przyciskam obrazek do miejsca posmarowanego klejem i ostrożnie wyrównuję powierzchnie pędzelkiem z odrobiną kleju.
Potem czekam aż klej wyschnie.
Nie pokrywam motywu i przedmiotu raz jeszcze klejem po całości jak radzą podręczniki.
Po wyschnięciu kleju pod i na motywie robię od razu krok piąty.
Krok 5
Lakierowanie powierzchni przedmiotu.
Całość lakieruję kilkakrotnie, przestrzegając czasu schnięcia.Lakier nanoszę w niewielkich ilościach, równomiernie i tak jak farbę zgodnie z kierunkiem słojów na desce.
Lakieruję dotąd aż naklejony motyw nie będzie odstawał od przedmiotu, "wtopi" się w tło i nie będzie wyczuwalny pod palcami.
Niedoróbki można podobnie jak w przypadku farby delikatnie zetrzeć polerując drobnoziarnistym papierem ściernym .
i voila !
prościzna :)
Są jakieś pytania drogie kursantki ?:)
Rzecz jasna to są podstawy dekupażu:)Jak dla mnie wystarczy wiedzieć tyle by świetnie się przy tej technice bawić:)To tzw. technika serwetkowa klasyczna.
Mam nadzieję, że zagustujecie w decoupage'u. Prawda to, że to zabawa dla cierpliwych, bowiem polega przede wszystkim na czekaniu na każdy kolejny etap prac.:)Kilka minut roboty i kilka godzin czekania na wyschnięcie kolejnych warstw farby, kleju, lakieru. Ale uważam, że warto czekać:)
Peesam.
Jak zauważyłyście wybrałam inny wzór do naklejenia na lusterko.Te tutaj, pokazowe, ma być bonusikiem do kuferka w róże jaki sprezentuję Mamci w dzień Jej święta.Nie mogłam się oprzeć przed wyklejeniem lustra do kompletu odkąd zobaczyłam ten wzór.
Bo róże to ulubione kwiaty Mamy:)
poniedziałek, 21 maja 2012
w zderzeniu
Otwieram oczy w niedzielny poranek.Zerkam w okno.Słonecznie.Zerkam na budzik. Wystarczająco wcześnie bym nie musiała ogarnięta paniką wyskakiwać z ciepłego łóżka na kształt sprężyny.Mam czas. Dużo czasu.Komunia dopiero w samo południe.Luzik i spoko loko. Jeszcze na chwileczkę wtulam się w poduchy i minut kilka leżę w cieplutkiej, pachnącej jeszcze świeżym praniem pościeli.Potem niespieszne odgarniam kołdrę, spuszczam nogi na podłogę i wsuwam stopy wprost w miękkie paputki. Przeciągam się leniwie i rozprostowuje ramiona.Sięgam po szlafrok co leży na skrzyni przy łóżku, na wyciągnięcie ręki.Opatulam sie nim.
Zawiązując pasek szlafroka schodzę cichutko do kuchni. Po drodze cieszę oczy widokiem z okna jadalni.Nastawiam kawę. Wyciągam ulubioną filiżankę. Odsuwam szufladę, sięgam po słoik z kawusią. Sypię brązowe granulki w porcelanę koloru ecri. Pyka czajnik, a ja kontynuuję poranny rytuał. Zalewam kawę wodą, potem lodówka,mleko, mlecznik,lodówka, słoiczek z miodem, słoiczek z cynamonem. Stawiam wszystko na tacę i idę usiąść przy ogrodowym stole.W tę niedzielę wracam do kuchni po muffinkę. Jedna do kawy nie zaszkodzi.Piję powoli, jem ciacho powoli, powoli delektuję się smakiem , zapachem i widokiem. Ptaki świergolą, ciepły wietrzyk po twarzy całuje.
Jakże pięknie dzień się zapowiada.
Tym razem wezmę długą kąpiel w bąbelkach. Przecież mam czas.Potem wklepię w ciało balsam i poczekam cierpliwie,aż spragniona nawilżenia skóra go wchłonie.Wymasuję głowę pod strumieniem wody, umyję włosy, ułożę je misternie suszarką, ujarzmię niesforne kosmyki okrągłą szczotką.Paznokcie pomaluję czerwonym lakierem w odcieniu rouge pasion.
Dziś mam występ w stylu Audrey Hepburn. Mała czarna do kolan, bez ramiączek, czarne szpilki, cieniste pończoszki. Malutka torebka do ręki, w której zmieszczą się tylko chusteczka i szminka.Sztuczne perły na szyję, na przeguby dłoni, "perłowe kolczyki w uszy.Co z tego, że komplety są teraz podobno faux pas. Dziś chcę być cała niedzisiejsza.Chcę się poczuć szykowna.Chcę dziś wyglądać jak gwiazda filmowa.
To będzie wspaniała, wyjątkowa niedziela.
Tak być mogło.:)
Tak być mogło.:)
A jak było?
Tak jak prawie zawsze w podobnych wypadkach.
Pośpiech, chaos, bieganina.
Prasowanie ubrań, czyszczenie butów.
Szybki prysznic.
Szybki prysznic.
Wystygła kawa wypita w pośpiechu na pusty żołądek.
Rozplątywanie zamotanej biżuterii drżącymi rękami.
Rozpaczliwe nawoływanie kota co przepadł w krzakach. Ganianie po domu kota co wrócił lecz nie sam tylko z żywym łupem. Uprzątanie zamęczonej myszy.Sprzątanie śladów bo biedaczce.
Pończochy wkładane w pośpiechu. Oczko w pończochach wkładanych w pośpiechu.
Wysłanie Marka z misją zakupową po rajstopy z jak najdokładniejszą instrukcją.Rozpaczliwy krzyk w ślad za oddalającym się autem." Tylko pamiętaj... 15 DEN, kolor beż, numer L!!!"
Wyczekiwanie na powrót ukochanego ze zdobyczą.
I nareszcie THE END. Lecz niestety, nie HAPPY END.
Dowiezione rajstopy okazały się przeznaczone dla herod baby i Horpyny i po założeniu sięgały mi pod pachy.
Przed ostateczną kapitulacją i rezygnacją z wymarzonej roli divy ekranu obroniły mnie tej niedzieli czarne okulary słoneczne. W nich podobno każda kobieta wygląda jak gwiazda filmowa. Jak każda to ja też.
Stałam w brylach na nosie na rozsłonecznionym placu przed kościołem, szczęśliwa, że nie pada i próbowałam wyobrazić sobie, że jestem jak Audrey i gram w "Śniadaniu u Tiffanego".
Pal licho, że rajstopy się zsuwają..
Ot, typowe zderzenie marzeń z rzeczywistością.
Ot, typowe zderzenie marzeń z rzeczywistością.
piątek, 18 maja 2012
w moim ogrodzie
Dzisiaj samosiejki.
W moim ogrodzie panoszy się kwiecie polne.
W skrzynkach zioła, w donicach krzaki róż z zawiązanymi lecz nie rozkwitłymi jeszcze pączkami i gołe łodygi irysów holenderskich.
A pośród traw ....
Chociaż nie mogę się doczekać kiedy zakwitną mocną czerwienią na krzakach różyczki to najbardziej radują mnie te kwiatulki nieproszone, co się same rozsiały i rozpełzły po naszej trawie.
Tak bardzo mnie ujęły za serce, że długi czas nasz trawnik przypominał łąkę.Nie pozwalałam na uzycie kosiarki i ujarzmienie chaosu.Wreszcie poszliśmy na kompromis.Mlecze i koniczyny i wybujałe trawy Marek potraktował kosiarką, kępy kwiatów zostały:)
Zapytacie być może skąd taki post i dlaczegóż o kwiatuszkach traktuje.
Tak się jakoś rozkleiłam z lekka. Może dlatego, że "Tego lata w Zawrociu" Hanny Kowalewskiej czytam, albo z innych przyczyn głęboko ukrytych.Może dlatego, że wreszcie słońce zza chmur wyszło po trzech dniach nieustającej ulewy co dniem i nocą bębniła o dach.Niebo płakało, a teraz się uśmiecha.
Kurczę, muszę się pozbierać do kupy.
Czas w domu ogarnąć i przygotowania zacząć do komunii. Wybrać stroje i dodatki, poprasować, zrobić listę sprawunków.Bowiem poproszono mnie o pomoc przy pichceniu smakołyków na komunijny stół.Przygotować się czas.
Udanego weekendu wszystkim życzę:)By nastrój i pogoda wszystkim dopisały:)
W moim ogrodzie panoszy się kwiecie polne.
W skrzynkach zioła, w donicach krzaki róż z zawiązanymi lecz nie rozkwitłymi jeszcze pączkami i gołe łodygi irysów holenderskich.
A pośród traw ....
nierozkwitłe
i te same już w rozkwicie
i inne
i te tworzące kobierzec
dwukolorowy
Cudne moje kwiecie nienazwane. Nie wiem co to.Jednak nie muszę znać imion kwiatów by móc podziwiać ich urodę. Delikatność i bezpretensjonalny, naturalny urok.
Są jeszcze i samosiejki znane mi z imienia.
Stokrotki, tych jest najwięcej.
Chociaż nie mogę się doczekać kiedy zakwitną mocną czerwienią na krzakach różyczki to najbardziej radują mnie te kwiatulki nieproszone, co się same rozsiały i rozpełzły po naszej trawie.
Tak bardzo mnie ujęły za serce, że długi czas nasz trawnik przypominał łąkę.Nie pozwalałam na uzycie kosiarki i ujarzmienie chaosu.Wreszcie poszliśmy na kompromis.Mlecze i koniczyny i wybujałe trawy Marek potraktował kosiarką, kępy kwiatów zostały:)
Zapytacie być może skąd taki post i dlaczegóż o kwiatuszkach traktuje.
Tak się jakoś rozkleiłam z lekka. Może dlatego, że "Tego lata w Zawrociu" Hanny Kowalewskiej czytam, albo z innych przyczyn głęboko ukrytych.Może dlatego, że wreszcie słońce zza chmur wyszło po trzech dniach nieustającej ulewy co dniem i nocą bębniła o dach.Niebo płakało, a teraz się uśmiecha.
Kurczę, muszę się pozbierać do kupy.
Czas w domu ogarnąć i przygotowania zacząć do komunii. Wybrać stroje i dodatki, poprasować, zrobić listę sprawunków.Bowiem poproszono mnie o pomoc przy pichceniu smakołyków na komunijny stół.Przygotować się czas.
Udanego weekendu wszystkim życzę:)By nastrój i pogoda wszystkim dopisały:)
Subskrybuj:
Posty (Atom)

