leżę i pachnę

leżę i pachnę

piątek, 30 marca 2018

ach te plany II

czyli  znowu wyszło inaczej:)

Wpadłam jak po ogień.
Nie wiem, czy jeszcze zawitam przed Świętami, więc w razie czego i na zaś szybkie życzenia pragnę złożyć.

Gdyż i albowiem moje plany spokojnych Świąt i niespiesznego się do nich przygotowania wzięły  w łep. Dlaczegóż?

Pokrótce doniosę. 
 Masia ...tj mama Marka, a moja osobista teściówką, wylądowała w szpitalu.  Zapalenie płuc.
Być może przed  Wielkanocą ją wypuszczą by chorowała dalej w domu, ale  w związku z jej stanem zdrowia doszło mi sporo obowiązków.

Święta oczywiście  planowane były u nas, tradycyjnie rzec można, więc tu tzw. constans. Tyle że potrawy na stół  wielkanocny miały być przygotowywane wespół zespół. To jest głównie przez obie Mamy, bo to one każdorazowo przed Świętami dostają kota na temat pichcenia. Teraz wyszło na to, że większość tradycyjnych dań przygotowujemy ja z moją Mamcią. Gosia, siostra Marka zrobi podobno sernik. 

Ściskam więc Was mocno i życzę by te Święta  minęły Wam  radośnie. Były takie jak kto lubi:)
Dla niektórych leniwe i spokojne, dla innych zwariowane i aktywne. Najmocniej życzę by były spędzone z tymi, których kochacie  i to z wzajemnością:)



czwartek, 22 marca 2018

ech te plany



Planowałam wrócić na blogowe  łono w pełnej formie. Rozradowana i rozchachana i "zadowolniona" wszechstronnie z całokształtu. Zamierzenia takie miałam by dzielić się z Wami tylko dobrymi wieściami i  radością z nich płynącą. Na zasadzie, że wszystko co złe już za mną i za resztą ludzkości. Że oto wróciłam do formy po harówie i  rozkwitam po okresowym przywiędnięciu:)

No i co? Jak to nader często bywa, nici z planów.

Jest marzec. Za oknem zima. Wiosna od wczoraj tylko w kalendarzu. A ja przywiędła nie tylko cieleśnie ale i na psyche też.

Kombinuję jak mogę by czymś podlać swe przywiędłe członki i myśli.

Póki co, mam tylko siłę, by podładowywać się energetycznie muzyką i alkoholem:) Dużą dawką muzyki najulubieńszej i ciutką procentowych trunków. Kieliszeczek...no dwa naleweczki  własnej roboty dobrze robi na poprawę nastroju, więc co wieczór ubywa kapkę z zapasów.

Nalewką nie poczęstuję...żal, bo przepyszna, ale muzyczki za mną posłuchajcie. Wiem, że znacie doskonale, niektórzy to pewnie słuchania tego już dosyć mają. Ale nie ja...kocham Adele i utwór TEN . Mam  taki dzwonek w komórce.

A propos dzwonków i utworów to  drugi sygnalizujący, że Mareczek dzwoni jest TAKI.  Bo Zaz też uwielbiam.

Dobrze, że są takie lekarstwa na smutki, które można aplikować niemal natentychmiast. :)

Dobrego dnia:)

piątek, 16 marca 2018

"dzień wolny"

czyli uwaga na cudzysłów.

Piątek to dzień wolny od pracy.....zawodowej.
Dzień kiedy zostaję w domu...
Mareczek, mój szanowny małżonek też ma ten piątek wolny.

Jednak jakże inaczej nam mija ten piąteczek:)

Moje kochanie niemal cały przeleżał na kanapie przed tv i laptopem.

Ja zrobiłam listę pilnych zadań do wykonania i mozolnie, ale wytrwale wykreślam punkt za punktem. Zaiste ciężko mi to idzie, bo nie jestem w formie. Nie poddaję się jednak. Bo uparta ze mnie jednostka, istota ludzka żeńskiej "pci", która MUSI. Która NIE MOŻE, co to to nie, sobie odpuścić i poleniuchować z mężem na sąsiedniej kanapie.

Muszę oto psuć sobie dzień zapierdzielaniem. Więc zapierdzielam, choć boli mnie kręgosłup. Z przeświadczeniem, że nikt za mnie nie zrobi tego  co zrobione być musi. Z pewnością, że jak nie zrobię tego co mam zrobić dziś, to nie wyrobię się z porządkami przed świętami i będę zła na siebie.  Że odpuściłam.
Mam roboty po kokardkę...bo tak się złożyło, że nasz domek ucierpiał ostatnio niemało. Przez przeciek w dachu zalało nam gabinet i  górną łazienkę. Ewakuację więc robię. Między innymi tysiąca swoich książek i drobiazgów.
Dzień ćwiczeń mam. Ćwiczę charakter i mięśnie. Przenoszę, przekładam, przemeblowują i układam.

Na szczęście jest coś co odgruzowywanie piętra mi umila. Ogarniam burdel i słucham:) Utworów kochanych od zawsze, choćby Pink i Cranberries.
A teraz  taka muza mi pracę uprzyjemnia:) Cudne prawda? Pokochałam tą piosenkę Harry'ego Styles'a miłością wielką i mogłabym tego słuchać w kółko:)

środa, 14 marca 2018

nowe futra

czyli od przybytku głowa nie boli:)

Żeby ciągle nie smędzić  i smucić, o innych zmianach jakie u nas zaszły troszkę napiszę:)

Nawet co nieco pokażę:)

Oto jest Ryśka....zwana pieszczotliwie Pupcią:)

Kocica półdzika co się do nas przyplątała. Przyszła z łąk i pól i została. Zaadoptowała nas  i i teraz się po domostwie panoszy.















Natenczas mamy więc na stanie trzy futra:) Dwa miauczą, jedno ujada.


Chociaż właściwie mamy też i czwarte... chociaż nie w naszym domu. 
Moja Mamcia też  przygarnęła futrzaka. Zwie się Zezik i jest najsłodszy i najbardziej przytulaśny z naszych  Kićków. 

Jednak o  Zeziku podonoszę kiedy indziej. Obfotografuję zwierza i opowiem skąd on:)

poniedziałek, 12 marca 2018

chabeta w kieracie

czyli krótki donosik o tym  co się działo w realu, kiedy nie było mnie w wirtualu.

Rozpisywać się i rozpamiętywać nie będę. Doniosę tylko informacyjnie, gwoli usprawiedliwienia przydługiej nieobecności.
Czasu nie miałam na blogowanie, bo brakowało mi czasu na wszystko. Za wyjątkiem ostrej harówy w dwóch miejscach pracy, a ostatnio nawet w trzech.
Dzień mój powszedni miał w miarę regularny harmonogram. Pracę w kieracie zaczynała pobudka o 4:30, czyli jak dla mnie bladym świtem. Wychodziłam z domu przed 6 rano, a wracałam po 18.00. Ale tylko wtedy, kiedy po drodze nigdzie nie musiałam wstąpić. Choćby do sklepu. Bywało i to nie rzadko, że w domostwie lądowałam po 21. Ledwo żywa ze zmęczenia i głodu.

Padałam wtedy na twarz i marzyłam tylko o zapchaniu gęby jadłem i  zawleczeniu swego zewłoka na wyrko. Dziesięć godzin intensywnej pracy przez pięć dni w tygodniu dawało mi popalić.
Weekendy były ciutkę lżejsze do przeżycia, ale podobnie intensywne. Wtedy to mogłam, a właściwie musiałam zająć się domem. Czyli tym na co nie miałam czasu w tygodniu. Odgruzowywaniem chaty i pichceniem jadła na następny  tydzień.

Zapierdzielałam tak dokładnie piętnaście miesięcy, i wreszcie postanowiłam, że z harówą KONIEC.
FINITO. Nie dam rady tak dłużej.

To na razie tyle w temacie:)


czwartek, 8 marca 2018

Witajcie po  bardzo bardzo długim niebyciu:)

Mam takom tremę, że napiszę tylko kilka słów ...testowo tak.

I linka dodam do muzyczki, której teraz namiętnie słucham, albowiem jest  w PUNKT i stosowna do nastroju i okoliczności:)